Audrey Hepburn i fryzura ze „Śniadania u Tiffany’ego”. Dlaczego do dziś inspiruje?
Dlaczego tak chętnie wracamy do „Śniadania u Tiffany’ego”?
Są filmy, które ogląda się raz. I są też takie, do których wraca się regularnie, trochę jak do ulubionego swetra albo dobrze znanej płyty. Dla mnie właśnie takim filmem jest Śniadanie u Tiffany'ego.
Zwłaszcza w gorsze dni.
To jeden z tych filmów, które mimo melancholii mają w sobie ogromny urok i lekkość. Adaptacja opowiadania Trumana Capote do dziś pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych historii w popkulturze.
I chyba nie ma osoby, która choć raz nie widziała sceny, gdy Holly Golightly śpiewa „Moon River” siedząc przy oknie z gitarą.
Ta scena właściwie stała się symbolem całego filmu.

fot. Audrey Hepburn w scenie z filmu "Śniadanie u Tiffany'ego"
Co sprawiło, że fryzura Audrey Hepburn stała się kultowa?
Kiedy myśli się o Audrey Hepburn, bardzo szybko przed oczami pojawia się właśnie fryzura z „Śniadania u Tiffany’ego”.
Wysokie upięcie, lekko natapirowana objętość, krótkie baby bangs i ten charakterystyczny, elegancki chaos, który wygląda perfekcyjnie nawet po tylu latach.
To fryzura, która z jednej strony wydaje się bardzo klasyczna, a z drugiej nadal wygląda nowocześnie.
I właśnie baby bangs odegrały tu ogromną rolę. Króciutka grzywka odsłaniająca czoło była wtedy czymś odważnym i bardzo charakterystycznym. Dziś ten typ grzywki regularnie wraca do trendów inspirowanych stylem retro.
Warto pamiętać, że Audrey Hepburn bardzo często nosiła włosy gładko zaczesane, z mocno podkreśloną linią twarzy i szyi. To nadawało jej niezwykłej elegancji.
Kto dbał o wizerunek Audrey Hepburn poza planem?
Za wizerunkiem Audrey Hepburn stał cały zespół specjalistów, ale jedną z najważniejszych postaci był fryzjer Alexandre de Paris.
To właśnie on odpowiadał za wiele jej najbardziej rozpoznawalnych fryzur i współpracował z największymi ikonami tamtych czasów.
Alexandre de Paris słynął z bardzo eleganckiego podejścia do fryzur. Stawiał na objętość, miękkie linie i perfekcyjnie dopracowane detale. W przypadku Audrey ogromną rolę odgrywały właśnie upięcia oraz charakterystyczna forma grzywki.
Co ciekawe, sama Hepburn była znana z dość minimalistycznego podejścia do urody. Kochała klasykę i raczej unikała przesady.

fot. Audrey Hepburn i Alexandre de Paris
Jak odtworzyć fryzurę Audrey Hepburn w nowoczesnej wersji?
Choć fryzura Holly Golightly wygląda bardzo „filmowo”, wiele jej elementów spokojnie można przenieść do codziennych stylizacji.
Najważniejsze są trzy rzeczy:
- objętość przy nasadzie
- wygładzenie długości
- lekka, krótka grzywka typu baby bangs
Jeśli chodzi o produkty, świetnie sprawdzają się kosmetyki nadające objętość bez efektu sztywności.
Do stylizacji w klimacie Audrey Hepburn dobrze sprawdzi się na przykład Oribe Dry Texturizing Spray, który dodaje fryzurze lekkości i tekstury bez sklejania włosów.
Przy wygładzaniu i nabłyszczeniu pięknie działa także Oribe Gold Lust Nourishing Hair Oil. Wystarczy niewielka ilość na końcówki, aby fryzura wyglądała bardziej elegancko i miękko.
Do samego modelowania bardzo dobrze sprawdzają się okrągłe szczotki od Olivia Garden, które pomagają odbić włosy od nasady i nadać im charakterystyczny kształt.
Jeśli ktoś marzy o bardziej nowoczesnej interpretacji tej fryzury, świetnym rozwiązaniem będzie także lekko asymetryczna wersja baby bangs.
Dlaczego fryzura Holly Golightly nadal inspiruje?
Bo ma w sobie wszystko, co kojarzy się z ponadczasową elegancją.
Nie jest przesadzona. Nie wygląda ciężko. Jest kobieca, lekko figlarna i bardzo charakterystyczna.
I chyba właśnie dlatego do dziś inspiruje zarówno fryzjerów, jak i osoby kochające styl retro.
A sama Audrey Hepburn pozostaje jedną z tych ikon, które nie przemijają. Tak samo jak scena z „Moon River”, do której naprawdę trudno nie wracać.
FAQ – Audrey Hepburn, fryzura baby bangs i styl Holly Golightly
Jak nazywa się charakterystyczna fryzura Audrey Hepburn ze „Śniadania u Tiffany’ego”?
Najbardziej rozpoznawalna fryzura Audrey Hepburn z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego” to eleganckie upięcie połączone z krótką grzywką typu baby bangs. Włosy Holly Golightly były wysoko podpięte, lekko natapirowane i bardzo kobiece, ale jednocześnie miały w sobie coś dziewczęcego oraz nonszalanckiego. To właśnie ta charakterystyczna krótka grzywka sprawiła, że fryzura do dziś inspiruje stylistów i pojawia się w trendach retro.
Czym są baby bangs?
Baby bangs to bardzo krótka grzywka kończąca się kilka centymetrów nad brwiami. Fryzura Audrey Hepburn sprawiła, że ten typ cięcia stał się symbolem francuskiej elegancji i stylu retro. Baby bangs potrafią optycznie podkreślić oczy oraz rysy twarzy, dlatego do dziś są jedną z najbardziej charakterystycznych grzywek w historii kina i mody.
Czy fryzura Audrey Hepburn pasuje do współczesnych trendów?
Zdecydowanie tak. W ostatnich sezonach ogromnie popularne stały się fryzury inspirowane stylem retro, krótkie grzywki oraz eleganckie upięcia. Baby bangs regularnie wracają na pokazy mody i czerwone dywany. Fryzura Audrey Hepburn pokazuje, że klasyczne cięcia nigdy tak naprawdę nie wychodzą z mody.
Jak pielęgnować krótką grzywkę typu baby bangs?
Najważniejsze jest lekkie odbicie włosów i brak przeciążenia. Grzywka powinna wyglądać świeżo oraz naturalnie. W codziennej pielęgnacji dobrze sprawdzają się lekkie produkty wygładzające oraz suche szampony dodające objętości. Bardzo dobrym wyborem będzie między innymi K18 AirWash lub Oribe Dry Texturizing Spray, które pomagają utrzymać świeżość fryzury i nadają włosom miękką teksturę bez sklejania.
[product id="1458, 1410, 4203, 2428, 5225" slider="true"]

fot. Paweł Żelazowski
Ekspert sprzedaży Hair2Go
Od ponad 8 lat zawodowo zajmuję się kosmetykami do włosów - zarówno jako doradca klienta w Hair2Go, jak i twórca internetowy. Na co dzień prowadzę również kanał na YouTube, gdzie testuję i porównuję produkty do pielęgnacji włosów i skóry, dzieląc się praktyczną wiedzą oraz opiniami, które nie zawsze znajdziecie w oficjalnych opisach.
Swoje doświadczenie opieram nie tylko na pracy z markami dostępnymi w sklepie, ale także na regularnym testowaniu nowości z całego rynku beauty.
Jestem też autorem książki „Atlas Motyli i Ciem” - nie o kosmetykach, ale o relacjach międzyludzkich. Bo pielęgnacja zaczyna się nie tylko od skóry i włosów, ale też od tego, co mamy w środku.
