Są takie tematy w pielęgnacji włosów, które wracają do mnie regularnie w rozmowach z klientkami. Jednym z nich jest łysienie plackowate. I to nie jest już niszowy problem, o którym mówi się rzadko. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że świadomość rośnie, ale jednocześnie pojawia się mnóstwo pytań, wątpliwości i niestety też sporo mitów.
Dlatego tym razem postanowiłem nie zgadywać, nie upraszczać i nie opierać się tylko na ogólnych informacjach. Z konkretnymi pytaniami zwróciłem się do osoby, której naprawdę ufam w tym temacie.
Edyta Gaumer
Do rozmowy zaprosiłem Edytę Gaumer, trychologa, edukatora marki Olaplex i właścicielkę Hair & More Clinic. To osoba, która na co dzień pracuje z przypadkami dużo bardziej złożonymi niż standardowa pielęgnacja. Widzi realnych pacjentów, realne problemy i realne efekty terapii.
I to było dla mnie kluczowe. Bo łysienie plackowate to nie jest temat „kosmetyczny”, tylko coś, co wymaga szerszego spojrzenia.

fot. Edyta Gaumer, trycholog, edukator marki Olaplex, właścicielka kliniki Hair & More
Czym właściwie jest łysienie plackowate?
Na początek chciałem uporządkować podstawy.
„Łysienie plackowate to przewlekła, niebliznowaciejąca choroba zapalna o podłożu autoimmunologicznym” – tłumaczy Edyta.
Brzmi poważnie i dokładnie takie jest. W praktyce oznacza to, że organizm zaczyna traktować mieszki włosowe jak coś obcego i atakuje je.
Edyta doprecyzowuje:
„Układ immunologiczny rozpoznaje struktury mieszka jako antygen i inicjuje lokalny proces zapalny, który prowadzi do zahamowania aktywności macierzy włosa.”
I to jest moment, w którym włosy po prostu przestają rosnąć w danym miejscu.
Z mojej perspektywy ważne jest jedno. To nie jest efekt złej pielęgnacji. To nie jest źle dobrany szampon. To nie jest brak maski.
To jest proces, który zaczyna się dużo głębiej.
Jak to wygląda w praktyce?
Najczęściej pojawiają się nagłe, wyraźnie odgraniczone miejsca bez włosów. Skóra wygląda normalnie, bez zaczerwienień czy łuszczenia.
Edyta zwraca uwagę na charakterystyczny szczegół:
„Obserwujemy obecność włosów dystroficznych, tzw. wykrzyknikowych.”
To jeden z tych momentów, kiedy widać, jak ważna jest diagnostyka, a nie zgadywanie.
Skąd to się bierze?
To było jedno z pierwszych pytań, które chciałem zadać.
„Etiopatogeneza jest wieloczynnikowa i nadal nie w pełni poznana” – mówi Edyta.
Czyli nie ma jednej konkretnej przyczyny.
Ale są mechanizmy, które powtarzają się najczęściej:
„Zaburzenia regulacji immunologicznej, predyspozycja genetyczna oraz dysregulacja cytokin.”
Do tego dochodzą czynniki wyzwalające. I tutaj wiele osób może się zatrzymać na chwilę:
„Silny lub przewlekły stres, infekcje, zaburzenia hormonalne oraz choroby autoimmunologiczne, takie jak Hashimoto czy vitiligo.”
I to jest moment, który dla mnie osobiście sporo tłumaczy. Bo bardzo często pytanie brzmi „co zrobiłam źle?”. A odpowiedź brzmi często „nic”.
A co z witaminami?
To kolejny popularny wątek.
„Nie, niedobory nie są pierwotną przyczyną łysienia plackowatego” – podkreśla Edyta.
I to jest ważne, bo bardzo łatwo wpaść w schemat suplementowania wszystkiego „na wszelki wypadek”.
Natomiast niedobory mogą mieć znaczenie wspierające:
„Mogą modulować odpowiedź immunologiczną i wpływać na zdolność regeneracji mieszka.”
Najczęściej pojawiają się niedobory witaminy D, żelaza, cynku i B12.
Ja bym to podsumował tak: warto badać, ale nie warto zgadywać.

Jak wygląda leczenie?
Tu nie ma jednego prostego rozwiązania.
„Postępowanie powinno być zindywidualizowane i oparte na współpracy dermatolog-trycholog” – mówi Edyta.
I to zdanie warto zapamiętać.
W leczeniu dermatologicznym pojawiają się m.in. glikokortykosteroidy, immunoterapia kontaktowa czy nowoczesne inhibitory.
Z kolei wsparcie trychologiczne to:
„Mezoterapia, mikronakłuwanie, LLLT oraz terapie regeneracyjne.”
To wszystko ma jeden cel. Wyciszyć stan zapalny i przywrócić aktywność mieszka włosowego.
Czy włosy mogą odrosnąć same?
To pytanie pojawia się bardzo często i odpowiedź jest trochę przewrotna.
„Tak, obserwuje się spontaniczny odrost u części pacjentów” – mówi Edyta.
Ale zaraz dodaje:
„Wysoka jest tendencja do nawrotów i brak kontroli nad przebiegiem choroby.”
Czyli nawet jeśli włosy wrócą, temat nie znika na zawsze.
Diagnostyka, czyli od czego zacząć?
Jeśli coś budzi niepokój, nie warto czekać.
Edyta jasno wskazuje podstawę:
„Diagnostyka powinna obejmować ocenę ogólnoustrojową pacjenta.”
Czyli morfologia, ferrytyna, witamina D, B12, hormony tarczycy. Do tego trichoskopia i konsultacja dermatologiczna.
Z mojego punktu widzenia to moment, w którym kończy się internetowe szukanie odpowiedzi, a zaczyna realna diagnostyka.

Dieta i styl życia
Nie jako główna przyczyna, ale jako ważny element układanki.
„Dieta wpływa na stan zapalny, mikrobiotę jelitową i funkcjonowanie układu immunologicznego” – tłumaczy Edyta.
Rekomendacje są dość intuicyjne, ale warto je przypomnieć. Dieta przeciwzapalna, dobre białko, kwasy omega 3, antyoksydanty.
Suplementacja tylko na podstawie badań.
Najczęstsze błędy
To fragment, który moim zdaniem warto przeczytać dwa razy.
Edyta wymienia:
„Traktowanie choroby jako problemu kosmetycznego, brak diagnostyki ogólnoustrojowej, nadmierna stymulacja skóry głowy w fazie aktywnej oraz stosowanie drażniących preparatów.”
I to dokładnie pokazuje, dlaczego rozmowa ze specjalistą jest tak ważna.
Co z głową, nie tylko skórą głowy?
Ten temat bardzo często jest pomijany, a nie powinien.
„Pacjenci bardzo często doświadczają obniżonej samooceny, lęku i stresu” – mówi Edyta.
I to jest coś, co naprawdę wybrzmiewa w jej wypowiedziach.
Bo łysienie plackowate to nie tylko włosy. To też emocje, poczucie kontroli i codzienne funkcjonowanie.
Podsumowanie
Po tej rozmowie mam jedną główną refleksję.
Łysienie plackowate to temat, którego nie da się zamknąć w jednym produkcie czy jednej poradzie. To proces, który wymaga zrozumienia, cierpliwości i współpracy ze specjalistami.
Ale jednocześnie to temat, o którym warto mówić. Bez straszenia, bez uproszczeń, za to z konkretną wiedzą.
I dokładnie taki był cel tej rozmowy.

fot. Paweł Żelazowski
Ekspert sprzedaży Hair2Go
Od ponad 7 lat zawodowo zajmuję się kosmetykami do włosów - zarówno jako doradca klienta w Hair2Go, jak i twórca internetowy. Na co dzień prowadzę również kanał na YouTube, gdzie testuję i porównuję produkty do pielęgnacji włosów i skóry, dzieląc się praktyczną wiedzą oraz opiniami, które nie zawsze znajdziecie w oficjalnych opisach.
Swoje doświadczenie opieram nie tylko na pracy z markami dostępnymi w sklepie, ale także na regularnym testowaniu nowości z całego rynku beauty.
Jestem też autorem książki „Atlas Motyli i Ciem” - nie o kosmetykach, ale o relacjach międzyludzkich. Bo pielęgnacja zaczyna się nie tylko od skóry i włosów, ale też od tego, co mamy w środku.
